Search
Close this search box.

Ale drzewo!

krąg? Geertgena tot Sint Jans, Drzewo Jessego, ok. 1500, Rijksmuseum w Amsterdamie

 

Jezus był Synem Bożym. Zbawicielem, który uwolnił ludzi od grzechu i śmierci, dając im życie wieczne. Pomazańcem, namaszczonym Mesjaszem, który przyszedł do nas na Ziemię, by uporać się ze złem, by zaprowadzić ludzi do nowego raju.

Skoro był Synem Bożym i Zbawicielem i Pomazańcem, to dlaczego miał też być Królem? Królem ludzi, takim w złotej koronie, z berłem, mieczem, i płaszczem obszytym gronostajami?

Pierwsi chrześcijanie wierzyli, że Jezus pochodzi z królewskiego rodu Dawida, gdyż dla nich było to potwierdzenie, dowód, że jest on Mesjaszem, wszak prorok Izajasz powiedział: „Z pnia Jessego wyrośnie gałązka, pęd wyjdzie z jego korzeni”. (Iz 11,1). A Jesse był ojcem króla Dawida.

W średniowieczu królewskość Jezusa nabrała dodatkowego wymiaru, szczególnie istotnego dla elit świeckich i kościelnych. Takie pochodzenie Jezusa potwierdzało, że monarcha jest nie tylko „pomazańcem bożym”, ale wręcz ma boskie korzenie. Skoro więc król był częścią boskiego planu, to także porządek społeczny, podział na nobilitowanych i prostych ludzi, jest oczywistą i niepodlegającą zmianom, częścią tego planu. To między innymi dlatego motyw „Drzewa Jessego” był szczególnie popularny w katedrach, klasztorach i na dworach królewskich.

Nie wiemy, dlaczego Jezus musiał być Królem ludzi, ale obraz, który zaraz obejrzymy, może odpowie na to pytanie. Może odpowie, a może tylko rozsunie jedną z zasłon, zrobi niewielką szparę, byśmy zajrzeli do środka i zobaczyli ciemność zamiast boskiego planu. Spójrzmy teraz na nasze płótno z drzewem Jessego.

Drzewo Jessego

Na obrazie dużo się dzieje: widzimy Matkę Boską z synkiem, którego adorują dwa anioły, poniżej 12 królów, Jesse, prorok,  mniszka, rektor jej zakonu, paw, sokół, żuraw i ibis, a wysoko na dachu bocian.

Najpierw powinniśmy zidentyfikować tytułowego Jessego, ale nie, zaczniemy oglądanie od skromnej mniszki, która ubrana na biało klęczy z pokorą u stóp drzewa. Nie wiemy, jak się nazywa, wiemy, że jest mniszką w zakonie św. Marii Magdaleny z Haarlemu, nazywanego Zakonem Białych Pań, i jest fundatorką obrazu. Prawdopodobnie pochodziła z bardzo bogatej rodziny, skoro mogła zapłacić za obraz, i kazać się sportretować, jako bogobojna mniszka. To zamożne pochodzenie jest pierwszą wskazówką na drodze do wyjaśnienia, dlaczego Jezus musiał być królem. Jeszcze niedawno zakonnicy na obrazie nie było. Luterańscy właściciele płótna uznali, że nie chcą oglądać katolickiej mniszki i kazali ją zamalować. W tym miejscu wymalowano mur, który widzimy w głębi obrazu. Dopiero niespełna sto lat temu konserwatorzy uwolnili ją i przywrócili oglądającym wraz ze wspaniałą bielą jej habitu. Za nią stoi prorok Izajasz, po drugiej stronie drzewa prawdopodobnie rektor zakonu mniszki lub jej duchowy opiekun. Przez przedramię kobieta ma przewieszony sznur różańca. Najpewniej należała do dynamicznie rozwijającej się w tamtych czasach wspólnoty różańcowej. Różaniec ma także na szyi król Jozafat i jego wersję, czyli „róż wieniec” – król Abiasz

Wróćmy do Jessego. W Starym Testamencie ukazywany jest jako „pień, korzeń”, z którego wyszedł królewski ród Dawida. Podstawą jest proroctwo z Księgi Izajasza. Na oglądanym obrazie nasz bohater leży na trawie, wydaje się spać, wsparty na dłoni, a drzewo, nazwane jego imieniem, zdaje się wyrastać z jego lędźwi. Jesse miał niskie pochodzenie, ale kogo to może obchodzić, skoro jego syn Dawid, wnuk – Salomon i kolejni potomkowie zostali królami? Dlatego leży otulony drogą materią, obszytą złotą bordiurą.

Nad nim, na najniższej gałęzi siedzi król Dawid. Jego poprzednik król Saul wezwał go na swój dwór, ponieważ Dawid mistrzowsko grał na cytrze. Później, gdy celnym pociskiem z procy zabił olbrzyma Goliata, Saul dał mu za żonę swoją córkę. Tak się zaczęła jego kariera.

Wyżej siedzi jego syn, Salomon, najsłynniejszy król Izraela. Nie bardzo co prawda wiemy, kiedy dokładnie panował, ale za to w Biblii, z której głównie czerpiemy o nim wiedzę, jest wiele jego mądrości.

Obok Salomona siedzi Abiasz, wyżej, od lewej Jotam, Joram, Jozafat, Uzzjasz, Roboam i Asa. A jeszcze wyżej, też od lewej Achaz, Ezechiasz i Manasses. Wszyscy trzymają w rękach berła – królewskie symbole władzy i suwerenności. Są ubrani z przepychem, na głowach mają korony, a przede wszystkim wymyślne czapki. Tak malarz wyobrażał sobie królów Izraela. Widocznie czapki były dla niego ważne.

A na samym szczycie drzewa genealogicznego siedzi na rękach swojej matki Król Królów, dla którego to drzewo zostało wymalowane, by podkreślić jego szlachetne pochodzenie. Jest prawnym synem cieśli – murarza, ale nosi królewską krew. Dlaczego to miało być ważne, skoro miał krew boską?

Może trochę rozsunie zasłonę tajemnicy anegdota:

„Angielski hrabia, podczas wizyty we Francji, chwalił się przed królową Marią Leszczyńską, żoną Ludwika XV, że należy do najstarszego rodu, i podkreślał to przy każdej okazji. Królowa z uśmiechem zapytała:

– Nie chce pan chyba dowodzić, hrabio, że pańscy przodkowie znajdowali się już Arce Noego?

– Nie, najjaśniejsza pani, moi przodkowie mieli własny statek”.

Jak angielski hrabia, z tak zadartym nosem, przekonany o wspaniałości swojego rodu, który sięgał czasów patriarchy Noego, mógł wierzyć w syna bożego, którego matka była żoną robotnika? Jezus, według tradycji, był wędrownym nauczycielem, a Józef cieślą czy budowniczym domów. Wcześni chrześcijanie pochodzenie z rodu Dawida wiązali z przepowiednią, że potomkiem królów Dawida i Salomona będzie Mesjasz, który uwolni ludzi. Królewskość i wszystko, co z tym jest związane, korony, berło, miecz i inne monarsze imponderabilia, nie miały znaczenia. Tak, jak nie mają znaczenia dzisiaj, chociaż – trzeba oddać to prawdzie – istnieją pomysły, by intronizować Jezusa Chrystusa na króla Polski.

Dla szlachty miały. I aby wyjaśnić stosunki Sarmatów z Panem Bogiem i jego rodziną, znowu odwołamy się do anegdot:

„Wojewoda bracławski Jan Kajetan Jabłonowski kazał wymalować obraz, na którym przedstawiono go, jak zdejmuje kapelusz przed matką Boską. Z jej ust wychodzą słowa: Couvrez-vous, mon cousin (Nakryj głowę, mój kuzynie)”.

I kolejna:

„Na obrazie z połowy XVII wieku ukazano Jędrzeja Szydłowskiego, klęczącego u stóp Chrystusa, który wisi na krzyżu. Wokół nich domalowano napisy:

„Chryste Panie, czy kochasz mnie?” – pytał magnat, a Zbawiciel odpowiedział:

„A jakże, jaśnie wielmożny kanclerzu płocki, jaśnie oświecony dobrodzieju płockiego kościoła, kocham cię”.

I jeszcze jedna:

„Kiedy wojewoda pomorski Władysław Łoś cudem uniknął utonięcia w rzece Tanwi, dopływie Sanu, wystawił Bogu dziękczynny postument z napisem kończącym się słowami:

„Za grzeczność, że Pan pana od śmierci wybawił,

Pan Panu na pamiątkę ten pomnik wystawił”.

Arystokraci, szlachta cenili sobie swój bliski stosunek z Matką Boską, jej synem, z Panem Bogiem. To dlatego królewskie pochodzenie było potrzebne Jezusowi. Skoro byli sobie prawie równi, to Józef nie mógł być zwykłym cieślą. A pochodzenie miało ogromne znaczenie. Pewna młoda dama, małopolska szlachcianka, widząc portret Cesarza Napoleona prychnęła lekceważąco: „uzurpator”. Bo nasz obraz jest zapisem niewyobrażalnej pychy: jesteśmy tacy, jak oni, nie tylko jak królowie z rodu Dawida, ale jak ich potomkowie, jesteśmy ich kuzynami, ich rodziną. 

Korzenie ważne były nie tylko dla polskiej szlachty, ale wszystkich szlachetnie urodzonych, a nawet zamożnych mieszczan. Pieniądze otwierały szczególnie miły dostęp do ucha Najwyższego.

I na koniec anegdota, w której szlachcic wyzywa na pojedynek Pana Boga:

„Było to tak, że wojewoda sieradzki Walewski, stary już człowiek, dowiedział się o trzecim rozbiorze. Siedział akurat na werandzie swego dworu, wstał więc z kielichem dostałego węgrzyna, uniósł go ku niebu i powiedział:

– Twoje zdrowie, o Boże. Nie wiem, dlaczego tak prześladujesz tę Rzeczpospolitą, a teraz zgubiłeś ją na wieki. Ale wkrótce do Ciebie przyjdę, i jeśli nie dasz mi dobrych racji, będziesz musiał wybić się ze mną”.

                                                                                                                                                                    obejrzał: Salina

Literatura:

Rijksmuseum w Amsterdamie, Wydawnictwo Arkady, Warszawa 2024

FB, Anegdoty s sławnych Polakach

Obrazy użyte:

krąg? Geertgena tot Sint Jans, Drzewo Jessego, ok. 1500, olej na desce, 89 x 59, Rijksmuseum w Amsterdamie

Wystąpili:

Geertgen tot Sint Jans (ur. ok. 1465 w Leiden – zm. ok. 1495 w Haarlemie) malarz holenderski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *