Search
Close this search box.

20 tysięcy złotych za głowę

Bernard Bellotto, zwany Canaletto, Elekcja Stanisława Augusta, 1778, Zamek Królewski w Warszawie

 

Wreszcie obraz do oglądania! To nie znaczy, że poprzednie nie były tego warte. Były, ale ten ma takie mnóstwo szczegółów, że na ich oglądanie zmitrężymy wiele czasu. Im bardziej zagłębimy się w elekcję króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, tym bardziej czas przepłynie nam przez palce, co – trzeba przyznać – lubimy.

Ostatnia elekcja

 

Bernard Bellotto namalował dwie wersje „Elekcji”. Pierwszą podarował marszałkowi koronnemu Franciszkowi Rzewuskiemu; teraz znajduje się w Muzeum Narodowym w Poznaniu. Druga, którą oglądamy, namalował dwa lata później. Płótno najpierw było prezentowane na Zamku Królewskim w Warszawie, później, po powstaniu listopadowym, udało się w nieplanowaną, prawie stuletnią podróż do Rosji, skąd wróciło dopiero po Cudzie nad Wisłą.

Obraz miał ogromne znaczenie dla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Król przez część szlachty był oskarżony o uzurpację, o zdobycie korony przy wsparciu wojsk kochanki, o uleganie modom z Zachodu, o zagrażanie prawom i wolnościom szlacheckim. Na tę niechęć sam sobie zapracował. Koronował się w Warszawie, a nie jak chciała tradycja – w Krakowie. Nie założył podczas koronacji stroju polskiego, do czego był usilnie namawiany przez otoczenie, wystąpił w ubraniu na modłę zachodnią. August II na portrecie koronacyjnym występuje w zbroi, August III w stroju polskim. Jakże inaczej postąpiła nawet Katarzyna II, która po zamordowaniu swojego męża cara Piotra III ogłosiła się władcą i koronowała w Moskwie, nie uchybiając nawet najdrobniejszym zasadom, czym zyskała duże poparcie.

Poniatowskiemu obraz więc był niezmiernie potrzebny i miał wymiar propagandowy. Gdy odwiedzający, czekając na spotkanie z królem, oglądali płótno w „poczekalni”, widzieli dowód, że elekcja odbyła się naprawdę, że Stanisław Poniatowski został wybrany przez szlachtę, że wybór został rozgłoszony wystrzałem armatnim, a więc że jest królem prawdziwym. 

A co my widzimy? Obraz jest nie tylko zapisem ostatnie elekcji w Polsce, ale zapisano na nim jej przebieg, od zbierania głosów po wystrzał armatni ogłaszający wybór i na wiwat.

Zastanawiające są wzgórza na horyzoncie. Nie wiem, co to może być za wzniesienie z lewej strony. Dzisiaj ten teren nazywa się Radiowo – przed wojną uruchomiono tam Transatlantycką Centralę Radiotelegraficzną. Wcześniej musiało być jakieś wzniesienie, bo obszar ten nazywał się Gać Górcowska, a dzisiaj w tym kierunku biegnie ulica Górczewska. No chyba, że Bellotto miał zdolności profetyczne, a to wzgórze to nic innego, jak dzisiejsza, wciąż rosnąca góra śmieci czyli wysypisko i kompostownia Radiowo.

Z drugiej strony płótna, na wschodzie, widzimy wzniesienie, które nazywano Marie Mont – Wzgórze Marii, a dzisiaj Marymont. To tam król Jan III Sobieski zbudował pałac, król August II Mocny zwierzyniec, a car Mikołaj I, jak to Moskal, zburzył wszystko i wybudował cytadelę. W zasięgu jej armat było całe Nowe i Stare Miasto, by mógł Polaczków trzymać w szachu. 

Oglądajmy. Powinniśmy zacząć od króla, ale na obrazie go nie ma. Zgodnie z tradycją wybierany nie mógł uczestniczyć w elekcji. Widzimy natomiast na pierwszym planie czarnego konia w pysznym rzędzie, bez jeźdźca. To koń królewski, trzymany przez koniuszego. Symboliczna obecność króla w czasie wyborów, a raczej zapowiedź, że w tym oto  siodle siądzie król, wybrany przez zgromadzonych, zgodnie z prawami Rzeczpospolitej.

Spójrzmy na środek płótna. Nie, najpierw wyjaśnić trzeba, gdzie jesteśmy. Otóż w tym miejscu odbywało się tak zwane koło rycerskie czyli spotkanie okolicznej szlachty pod gołym niebem i pod bronią. Do dzisiaj ta część miasta nazywa się Kołem.

Przy południowej stronie placu koła rycerskiego stoi tak zwana Szopa Senatorska, postawiona tymczasowo dla najważniejszych uczestników elekcji. Na środku placu, na dywanie, ustawiono tron, by wszystkim przypominać, że w Rzeczpospolitej trwa bezkrólewie, i w jakim celu tu się spotkali. Możliwe, że zasiadał na nim Iterrex, czyli kierujący wyborem króla Prymas. Wokół placu ustawili się elektorzy, reprezentujący poszczególne województwa Rzeczpospolitej. O ich przynależności mówią barwy i unoszące się nad głowami chorągwie. Szacuje się, że panów szlachty było około 25 tysięcy, około 6 tysięcy elektorów złożyło podpisy pod kandydaturą Poniatowskiego. To od nich wraca prymas i arcybiskup gnieźnieński Władysław Aleksander Łubieński, którego widzimy na lewo od królewskiego konia, w powozie pod baldachimem. Jest też interrexem czyli głową państwa w czasie bezkrólewia. Prymas objeżdżał koło, pytając elektorów, czy zgadzają się na kandydaturę Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Gdy Łubieński przyjeżdża z potwierdzeniem, że elektorzy wybierają Stanisława Poniatowskiego na króla Polski, rozbrzmiewa wystrzał z armat. Widać je przy lewej krawędzi obrazu, u góry. Panowie bracia cieszą się, czego dowodem są wyrzucone w powietrze czapki, widoczne na tle Szopy Senatorskiej. Wystrzały armatnie „już król” usłyszał podczas wieczerzy z kuzynką Elżbietą Czartoryską w jej pałacu przy Krakowskim Przedmieściu. „Jesteś królem!” – wykrzyknęła podobno i rzuciła się do całowania.

 

Na zachód od biskupa, na białym koniu siedzi Adam Kazimierz Czartoryski., trzyma w dłoni wysoki krucyfiks – oznakę prymasowskiego urzędu. To on miał być królem, jego familia Czartoryskich uważał za kandydata głównego, chociaż – trzeba przyznać –  trochę się opierał. Ta dlatego jego ojciec, podczas koronacji Poniatowskiego, rzekł do niego: „Popatrz, durniu, jak mu dobrze w koronie! Mogłeś ją mieć, nie chciałeś – teraz przepadło!”.

Przyjrzyjmy się orderom. Bracia szlachta lubili je. Patrząc od lewej strony płótna pierwszym „zaorderowanym” jest ksiądz. Sądząc po czerwonej wstążce z białym może to być Order św. Stanisława. Kolejni kłują w oczy tych, co nie mają, Orderami Orła Białego. Stał się on szczególnie „modny” po tym, jak król August III rozdał ich około 350. Możliwe, że wzbogacił się na tym jego minister Henryk Brühl, który order warty 60 złotych sprzedawał za 10 tysięcy złotych. Biznes równie dobry jak z respiratorami. Prymas Łubieński dźwiga prawdopodobnie Gwiazdę Orderu Orła Białego w wersji z pierwszej połowy XVIII wieku. Jego marszałek dworu, kasztelan łęczycki, którego widzimy obok z wielką lagą – znakiem dowódcy, jest przepasany błękitną szarfą z przypiętym na dole Orderem Orła Białego. Spójrzmy w prawo: dwóch szlachciców na koniach, również przepasanych błękitnymi szarfami, szczyci się, że mieli po 10 tys. do wydania. To Jan Sylwester Sosnowski (na czerwono) i Józef Antonii Podoski ( na zielono), obaj zagorzali zwolennicy Familii Czartoryskich i kandydatury Stanisława Poniatowskiego. Pierwszy zasłynął dodatkowo tym, że Tadeuszowi Kościuszce, który zabiegał o rękę jego córki powiedział, iż „synogarlice nie są dla wróbli”, co miało oznaczać, żeby chudopachołek dał sobie spokój. Kościuszko wyjechał do Ameryki i, wkurzony, wykończył Brytyjczyków, a teraz mamy Trumpa. Możliwe, że historia potoczyłaby się inaczej, gdyby dostał synogarlicę.

Może się wydawać, że trochę lekceważymy sobie wagę Orderu Orła Białego. To błędny wniosek. Lekceważymy sobie ten order z tamtego czasu nie trochę, a całkowicie. Była to błyskotka, popisywano się, nie kryły się za jego otrzymaniem żadne zasługi. Koligacje, wpływy polityczne – tak, zasługi – nie. Lubiła nim nagradzać też Katarzyna II, gdy nie chciała dać komuś, kogo uważała za łajdaka orderu własnego, carskiego. Znana też jest anegdota, gdy król Stanisław August Poniatowski dekorował tym orderem szlachcica, o którym powszechnie było wiadomo, że jest na bakier z uczciwością:

  • Wręczając waści order proszę o jedną przysługę.
  • Wykonam ją solennie! – odparł odznaczony.
  • Otóż zdejm pan ten order, gdy będziesz wieszany…! – zakończył monarcha.
Nie chciał Tadeusza, siedzi na zebrze
Pan tu nie stał!

 

Przyjrzyjmy się teraz strojom. Wystarczy jeden rzut oka, by wyrobić sobie zdanie, dlaczego upadła Rzeczpospolita. Na zwiększenie liczby wojska pieniędzy nie było, ba, nie było ich nawet na żołd dla żołnierzy służących, ale na złocenia, szamerunki, guzy, pasy, delie, rzędy, karabele i ordery – na to nigdy nie brakło. Gdyby ówcześni Koroniarze i Litwini nosili się na czarno, jak lutrzy, pieniędzy wystarczyłoby na wszystko. Malutka Holandia z powodzenim oparła się potędze hiszpańskiej. Trzeba jednak przyznać, że ówczesne stroje robiły ogromne wrażenie. Król mimo tego nie znosił stroju polskiego i – aby wymówić się od jego założenia-  wystarał się o zaświadczenie lekarskie, mało – o dwanaście zaświadczeń lekarskich- że podgolenie głowy i strój polski mogą zaszkodzić jego zdrowiu.

W tłumie tych wspaniale ubranych panów możliwe, że znalazł się też bohater innej anegdoty:

Gdy zawiązano spisek przeciwko królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, jeden ze spiskowców wyznaczył za głowę króla nagrodę w wysokości 20 tysięcy złotych. Podekscytowany tak się przy tym zapomniał, że przez pomyłkę list z wiadomością o nagrodzie przesłał… królowi. Po pewnym czasie otrzymał odpowiedź: “List twój, mój panie, wielce mnie uradował. Cieszę się, że głowa moja tak wielką stanowi dla ciebie wartość. Co zaś się tyczy twojej, nie dałbym za nią złamanego grosza”.

Pozostało nam do obejrzenia jeszcze kilka scen.

W lewym dolnym rogu obrazu możemy zobaczyć dwóch całujących się mężczyzn. Wyglądają, jakby leżeli na skarpie, i oddawali się namiętnościom, ukryci przed zainteresowaniem postronnych. Ten z prawej ma na głowie dziwną kokardę, ale jest to but w strzemionie jeźdźca w granatowym kontuszu.

W środku płótna na białym koniu siedzi pogromca uczuć Kościuszki. Przyjrzyjmy się „twarzy” jego konia. Moim zdaniem to zebra z filmy „Madagaskar”.

I na koniec scena z prawego, dolnego narożnika. W czerwonym stroju to sam malarz Bernard Bellotto. Pokazuje palcem stojącego przed nim dżentelmena o nazwisku Antonio Luca Crutta, Albańczyka z Wenecji w służbie króla, który korzystał z jego znajomości języka tureckiego w kontaktach dyplomatycznych. Na pierwszy rzut oka Albańczyk wygląda, jakby rozmawiał przez telefon, dopiero po uważnym spojrzeniu widzimy, że przez jakieś urządzenie optyczne obserwuje kogoś w oddali. Bellotto pokazuje go palcem, jakby mówił: „pan tu nie stał”, i to byłaby prawda, gdyż Crutta przybył do Warszawy po elekcji. To może dowodzić, że król uczestniczył w planowaniu płótna, i to on decydował, kto się na nim znajdzie.  Korzyść propagandowa była ważniejsza niż prawda historyczna. Możliwe więc, że na obrazie jest więcej uczestników elekcji, których nie było, i nie ma tych, którzy akt wyboru króla obserwowali, może nie podziwiali, a może nawet mieli ochotę oprotestować. Nic z tego, porządku pilnowała milicja Czartoryskich, a rosyjskie wojska oddaliły się od Koła tylko na kilka kilometrów, na znak szacunku, i by demokracja zwyciężyła. Motywy oczywiste, jak to u Moskali.

                                                                                                                                                Obejrzał: Salina

Literatura:

Józef Hen, Mój przyjaciel król. Opowieść o Stanisławie Auguście, Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2017

Ilustrowane dzieje Polski, Wydawnictwo Olesiejuk, Ożarów Mazowiecki 2015

Zbigniew Puchalski, Ireneusz J. Wojciechowski, Ordery i odznaczenia polskie i ich kawalerowie, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1987

Polaków dzieje malowane, Wydawnictwo Demart, Warszawa 2022

Paweł Jasienica, Rzeczpospolita Obojga Narodów. Dzieje agonii, Wydawca Pruszyński i S-ka, Warszawa 2007

FB, Anegdoty o sławnych Polakach

Obrazy:

Bernard Bellotto, zwany Canaletto, Elekcja Stanisława Augusta, 1778, olej na płótnie, 175 x 250, Zamek Królewski w Warszawie

Wystąpili:

Bernard Bellotto (ur. 1721 w Wenecji, zm.  1780 w Warszawie), działający w Polsce od 1767 roku włoski malarz, tworzący weduty i pejzaże,

3 Responses

  1. Fantastyczna i dowcipna analiza, nie znałem tego obrazu, lecz w moim przypadku to nic dziwnego.

    Belotto jako dyrektor ds. marketingu? Tak z tego wynika. Charakterystyczne, że prezes korporacji August Poniatowski nie występuje na obrazie, jego nowomodny strój psułby przekaz do targetu.

    Moją uwagę zwracają dwie damy, widoczne na powiększeniu. Ich wyraz twarzy i śmiałe spojrzenia wskazują, że panie z arystokracji były wyzwolone bardzo. Może jedna z nich to Izabela Czartoryska z Flamingów, o której mówiono, że miała siedmioro dzieci a każde z innym mężczyzną? Jedno z dzieci, mające być owocem miłosnych ekstaz z moskiewskim posłem Repninem, to Adam Jerzy Czartoryski, który mocno zapisał się w historii. A po portretach Izabeli widać, że tryskała ona temperamentem i żywą umysłowością, choć też widoczny jest rys dominującej stanowczości. Nic dziwnego, że cieszyła się, podobnie jak sporo innych polskich dam, powiedzmy, wzięciem. Lecz wtedy w całej Europie była moda na „Niebezpieczne związki”.

    Wydawanie pieniędzy na dęte ordery i suto zdobione stroje nie jest całym obrazem stanu rozumności. Władca Prus Fryderyk Wilhelm I zakupił dwie porcelanowe wanny, kosztujące fortunę. Jego syn, Fryderyk II Wielki, sprzedał je chwaląc się, że wystawi za to szwadron jazdy. Nabywcą był Stanisław August Poniatowski, który wyposażał akurat swą rezydencję w Łazienkach. Spece od korporacji mieliby duże pole popisu do oceny wizji, misji i wartości firm Rzeczpospolita, Rosja i Prusy. Cytadela i kulturkampf to poniekąd dzieło sarmackiej Rzeczypospolitej.

    Ta tradycja przekładania przyjemności nad rozumność jest żywa do dziś. W małych polskich miastach jest kilka sklepów wyłącznie alkoholowych i kilka wyłącznie nikotynowych. Oraz zero księgarń. A w izraelskich, amerykańskich czy niemieckich miasteczkach takie księgarenki, czasem zarazem kawiarenki, dobrze prosperują.

    Mówiąc symbolicznie – czekoladowy, pozbawiony korony i niejadalny „orzeł może” mógłby się załatwić w publicznej warszawskiej toalecie zbudowanej po trzech latach za 650 tysięcy. Za takie inicjatywy też czasem u nas lecą ordery orła białego, choć pierwowzorem tego ptaka – albinosa jest jastrząb. Co trochę przypomina królewskość Poniatowskiego.

    Tradycyjnie się rozpisałem. I tradycyjnie gratuluję kolejnego świetnego eseju, proszę o c.d.n.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *