Search
Close this search box.

Vanitas vanitatum

Marcin Jaszczak, Jesienny sad, olej na płótnie, 70 x 60, własność prywatna

 

Co widzimy?

Widzimy fragment pejzażu, w którym artysta wyszukał drzewo w sadzie i – ujęty jego atrakcyjnością – skoncentrował się na tym, co najważniejsze. Widzimy wykadrowaną część korony jabłoni z dorodnymi czerwonymi jabłkami, bez skazy. W błyszczących, jakby nawoskowanych owocach odbija się słońce, na innych widać cień rzucany przez gałązki i liście. Między gałęziami dostrzegamy błękit nieba. Dzięki artyście korzystamy ze słonecznego dnia, w którym możemy podziwiać obfitość pysznie prezentujących się owoców, zanim zawładnie nimi chciwy ogrodnik.

Właśnie takie jabłka lubił pisarz Witold Gombrowicz, który obrał jabłko, zjadł je, a następnie zjadł obierki. Zapytany, dlaczego to zrobił, odparł:

– Dałem matce słowo honoru, że będę obierał owoce.

Jesienny sad

 

Jeśli jabłko jest symbolem złamania zakazu nałożonego na Ewę i Adama, to patrząc na owoce w naszym sadzie nie ma się co dziwić, że się skusili. Kto oparłby się, widząc takie owoce, takie piękno? Jabłka są dosłownie na wyciągnięcie ręki, aż chce się je schwycić i zerwać. Przechodząc obok nich obojętnie, można popełnić grzech zaniechania.

Jabłoń nie jest młoda, nie jest to nowoczesne drzewko, którego zadaniem jest produkować owoce przy minimalnym rozwoju własnym. Nasza jabłoń jest „starej daty”, ma pokręcone, pełne sęków i zgrubień gałęzie. Ich wiek podkreślają zielone i turkusowe porosty, które pokryły korę drzewa. Dominuje przypadkowość, nie ma gałęzi modelowanych pod potrzeby wydajnej uprawy, karłowatych pni, skromnych koron. Jest przyzwoite, tradycyjne drzewo. Jest moc.

Ta jabłoń to swojska „malinówka”, fachowo nazywana „malinową oberlandzką”. Pamiętają ją starsi, gdyż była popularna w sadach wraz z „kosztelą”, „antonówką” i „papierówką”. 

Ile jest jabłek? Pytanie łatwe, gdyż wystarczy policzyć  – 24. Tyle ich widzimy w naszym kadrze. Można obliczyć, ile jest jabłek na drzewie, ale nie można obliczyć, ile jest drzew w jabłkach – mówi przysłowie romskie. Trudniejszy rachunek to – ile jest liści? Na to pytanie odpowiedź jest niemożliwa, gdyż liście są niepoliczalne. Ich gęstwina jest tłem dla jabłek. Są zielone, pożółkłe, na każdym etapie żółknięcia, jak to jesienią, są też uschnięte. Liście są, tak samo jak jabłka, bohaterami obrazu ale nie są tak zachwycające. Są skromne. Jabłka czerwone, dorodne, w których skórce blikuje słońce, są owocem wielomiesięcznej pracy właśnie tych liści, które dzięki słońcu pracowicie wytwarzały w procesie fotosyntezy cukry, karmiąc drzewo i napędzając wzrost jabłek. Dzisiaj jabłka są u szczytu swojego jabłczanego życia: bezczelnie piękne, dorodne, soczyste; symbolizują bogactwo, witalność i potęgę życia. Nie są one dane na zawsze. O tym mówią skromne liście, które powoli schodzą ze sceny: żółkną, usychają, lada moment zaczną opadać, kończąc okres wegetacyjny. Przypominają nam o przemijaniu, jak w dawnych obrazach mistrzów, o tym że wszystko to vanitas vanitatum et omnia vanitas – marność nad marnościami i wszystko marność. 

W renesansie nie malowano jabłek jako takich; malowano je jako symbol grzechu pierworodnego, wygnania Ewy i Adama z Raju. Tłumaczenie, dlaczego tym owocem było jabłko, możemy pominąć. Dla nas jabłko jest tematem malarskim, nie innym.

Paul Cezanne, Martwa natura z jabłkami i pomarańczami

 

Cezanne powiedział, że chce podbić Paryż jabłkiem. Podobno był „nieśmiały do kobiet” i dlatego ćwiczył swój pędzel na owocach. Wiem, że brzmi to obscenicznie, ale jego martwe natury osiągnęły poziom najwyższy. Pablo Picasso powiedział, że Cezanne jest jedynym znanym mu malarzem, który naprawdę widzi i rozumie kolory.

Jabłka na atłasowym obrusie, którego biel „brudzi” światło, wydobywając kontrastujące błękity i szarości, konkurują swoimi żółto – czerwonymi skórkami z jednobarwnymi pomarańczami. To barwy budują ich kształt, ich miąższość. Ale, czy są tak soczyste, jak nasze malinówki? No, nie! Polskie jabłka są najlepsze! Malinówki są oświetlone przez ostre jesienne słońce, dlatego błyszczą, i popisują się swoimi kolorami. Jabłka Cezanne są namalowane we wnętrzu, bez światła słonecznego, na ich skórce promienie nie blikują, widać matową aksamitność. Wydają się nieśmiałe, jakby nie były pewne swojej atrakcyjności. Obok leżą pomarańcze, ale mimo wszystko to jabłka zwracają uwagę, grają pierwszą rolę. Widzi się je pierwszym rzutem oka, dopiero później dostrzega się ułożone na półmisku cytrusy i obok dzbanek.

Spójrzmy teraz na jabłka van Gogha.

Vincent van Gogh, Jabłka

Tu jest siła! Są bliższe naszym malinówkom, i ich jabłkowatość nie podlega dyskusji. Nasze malinówki wyglądają jak drobnomieszczańscy obywatele na plaży: dorodni, krągli, uśmiechnięci, przekonani o swoim znaczeniu. Jabłka Cezanne to rzuceni na osąd tych pierwszych artyści: trochę anemiczni, niepewni swojej wartości.  Pokazują się, ale nie wierzą w swoje możliwości, w sukces. Jabłka van Gogha to buntownicy, knujący nad przyszłymi działaniami rewolucjoniści. Widać w nich energię. Naradzają się w grupie, są zwarci, gotowi, ekspresyjni.

No dobrze, obejrzeliśmy jabłka polskie, francuskie i holenderskie, ale musimy przyznać, że zestawienie nie jest do końca sprawiedliwe. Zderzamy bowiem jabłka żywe, jeszcze rosnące, z zerwanymi – martwymi. Pierwsze są błyszczące w słonecznych promieniach, pozostałe – aksamitne z powodu braku słońca. Z drugiej strony zestawiamy obrazy dwóch tytanów malarstwa, które już oceniła publiczność, z dziełem malarza, który dopiero się buduje.

Wróćmy do naszych malinówek. Podziwiamy pejzaż, jego wykadrowany fragment, ale owoce możemy oglądać, jakby kompozycje z nich ułożył artysta do martwej natury. Pejzaż czy martwa natura? Mamy dwa w jednym. Czyli można połączyć ze sobą te dwa, jak przecież odległe od siebie gatunki malarskie. Efekt jest nie tylko ciekawy, ale też broni się artystycznie

Czy mamy jeszcze jakieś wnioski? Żadnych. Po prostu gapmy się na „Jesienny sad”, bo jest piękny.

                                                                                                                                                              obejrzał: Salina

Literatura:

Hajo Düchting, Cezanne, Taschen, Koln 2009

FB, Anegdoty o sławnych Polakach

Obejrzane:

Marcin Jaszczak, Jesienny sad, 2022, olej na płótnie, 70 x 60, własność prywatna

Paul Cezanne, Martwa natura z jabłkami i pomarańczami, 1899, olej na płótnie, 74 x 93, Muzeum D’Orsay, Paryż

Vincent van Gogh, Jabłka, 1887, olej na płótnie, 46 x 61, Muzeum van Gogha, Amsterdam, Holandia

Wystąpili:

Marcin Jaszczak (ur. 1975) malarz polski.

Paul Cezanne (ur. 1839 w Aix en Provence — zm. 1906 tamże) malarz francuski, postimpresjonista.

Vincent van Gogh ( ur. 1853 w Groot  Zundert — zm. 1890 w Auvers-sur-Oise) malarz holenderski, postimpresjonista.

Jedna odpowiedź

  1. Wyrazy podziwu za malarską wrażliwość, jak też, w tym przypadku, wiedzę ogrodniczą. No i talent do rozległości skojarzeń. Mnie nie przyszłoby do głowy porównywać dwóch kilogramów jabłek do rewolucjonistów. Dajmy na to, mieńszewików. Kiedyś pewna młoda rewolucjonistka obserwowała Lenina, jak z zadumą spoglądał na pełne romantyzmu szczyty szwajcarskich Alp. W pewnym momencie przyszły wódz rewolucji, ciągle wpatrując się w nastrojowy krajobraz, ciężko westchnął: „Ech… Brużdżą nam ci mieńszewicy”.
    Na walorach jabłek, nie tylko estetycznej natury, chyba dobrze znał się Cezanne, skoro umieścił na obrazie też flaszkę. Ani chybił – z musującym cydrem, który dodaje pewności siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *